Wypad sprzed dwóch albo trzech lat.
Właściwie pierwszy, który zorganizowaliśmy korzystając z
tanich Ryanairowych lotów. Całkowity koszt wyprawy: jakieś 300
plnów i dwie nieprzespane noce.
Lecieliśmy w pięciu. Dając się
uwieść niesamowicie rozdmuchanemu marketingowi byłej stolicy
kulturalnej świata, spodziewałem się więcej. Paryż nie jest
najpiękniejszym z miast Europy. Niemniej jednak robi wrażeniei jest
tam kilka miejsc, które każdy powinien zobaczyć. Nie udało mi się
zobaczyć wszystkich.
Dzień pierwszy
Na prowizorycznej mapce, którą
przygotowaliśmy mieliśmy zaznaczoną północno – zachodnią
część miasta. Była jak obszar poza lwią ziemią, poza
jurysdykcją Mustafy. Marine – znajoma dziewczyna z Paryżą pisała
nam: Do not go there. Jest to teren powszechnie uważany za
niebezpieczny zakątek miasta – z największym odsetkiem porwań,
rozbojów, morderstw i kradzieży. Piszę te słowa, więc nic
wielkiego się nam nie stało. Poza 20 Euro, które od nas wyłudzono.
Mogło być gorzej. Sami byliśmy sobie jednak winni. Zrozumiałem
natomiast, jak czują się czarnoskórzy przybysze odwiedzający
Katowickie Szopienice – czuliśmy się mniej więcej podobnie.
Byliśmy trzema białymi punktami w morzu kolorowych twarzy. Szybko
zorientowaliśmy się gdzie jesteśmy, a właściwie, że nie powinno
nas tam być i ruszyliśmy dalej. Kolejny wniosek – nie warto ufać
do końca przewodnikom, którzy napatoczą się po drodze,
szczególnie jeśli sami wychodzą z inicjatywą – ta wskazówka
przydaje się w każdym z miejsc, które odwiedziłem. Jeśli ktoś
jest zbyt pomocny – czegoś chce, najprawdopodobniej pieniędzy.
Dzień drugi
Świt zaskoczył nas całkie przyjemnym widokiem. Wieża Eiffel'a otoczona jest parkiem. Spotkaliśmy się z Młodym w punkcie zbiorczym. Okazało się, że oni wybrali podobną opcję noclegu, nie zawiązali jednak podobnych jak my znajomości. Udało im się jednak zaliczyć ucieczkę przed opieką społeczną, która jak się okazuje w turytycznym centrum miasta funkcjonuje całkiem sprawnie – Viva la France. Nie na tyle sprawnie, żeby ich złapać – chłopaki od paru lat trenują le Parkour, stąd ich wizyta w Paryżu, stolicy tego opartego na uciekaniu sportu.
Po szybkim śniadaniu w Parku pod
niesamowicie wymyślną inżynierską konstrukcją, zwiedzeniu Champs
Elysee zeszliśmy do metra, które nie różni się niczym w zasadzie
od metra, którego używaliśmy w innych europejskich miastach. Od
warszawskiego różni się natomiast tym, że jest nieco więcej niż
jedna linia. Wizyta w Luwrze jest właściwie obowiązkiem dla
nowoprzybyłych do Paryża. Więc i my tam kuknęliśmy. Jest
olbrzymi. Jest chyba zresztą największym muzeum w Europie –
proszę mnie jednak przy tym nie cytować. Jest z pewnością
największym, w którym byłem. W środku: Art and stuff. Cała
w zasadzie historia europejskiej sztuki jest w nim zawarta. Nie ma
sensu opisywać – trzeba zobaczyć. Osławiona Mona Lisa okupowana
jest przez rzesze azjatyckich turytów – można więc pożegnać
się z obcowaniem ze sztuką w kameralnej atmosferze – trzeba
przygotować się na bieg, trochę jak w Marzycielach – z tą
różnicą, że w 7 minut nicczego sensownego nie uda się zobaczyć.
Ja uwielbiam posąg Nike z Samotraki - jest. Byłem, widziałem,
Dachowiec - polecam. Wszystkie zresztą wielkie muzea nastawione są
na przemysłowe ilości zwiedzających. Wyszliśmy z Luwru oniemiali
od nadmiaru dzieł sztuki, oniemięliśmy tak bardzo, że obiad w
karłowatym labiryncie naokoło zakończył się popołudniową
drzemką. Powstaliśmy i uderzyliśmy oglądać siedliszcze
dzwonnika. Katedra jest bardziej majestatyczna z zewnątrz, w środku
podzielona była na osobne nawy, które pomniejszały ją wizualnie. I
tak piękna – wróciliśmy tam później. Młodzi postanowili
resztę dnia spędzić z zaprzyjaźnioną grupą parkourową.
Dzień
trzeci
Spanie
na dworcu w oczekiwaniu na pociąg, spanie w pociągu do Bouvais,
spanie w samolocie.
Co warto zobaczyć, a nam się udało:
Montmartre – zrobił na mnie
olbrzymie wrażenie. Co prawda nie weszliśmy do kościoła, ale
widok w nocy na Paryż, ze wzgórza byłoszałamiający.
Wieża Eiffel'a – bardzo interesując
inżynierska konstrukcja. Chroniona przez uzbrojonych w karabiny
żołnierzy i oblegana przez sprzedających miniaturki wieży arabów.
Luwr – warto zobaczyć to, co
widziało się w podręcznikach do sztuki na żywo.
Pere Lachais – cmentarz, ale bardz
przytulny. Nie można chyba powiedzieć, że było się w Paryżu,
bez wizyty tam.
Notre Dame – znów jest to jeden z
symboli miasta. Wieczorem katedra jest dużo bardziej urokliwa, niż
za dnia.
Lekcje, które wykorzystaliśmy podczas
kolejnych podróży:
- Jeśli ktoś oferuje ci bezinteresowną pomoc prawdopodobnie nie jest bezinteresowna.
- Sen jest ważną częścią ludzkiej egzystencji. Warto spać, najlepiej w zarezerwowanym wcześniej pokoju.
- Należy słuchać tubylców i omijać czarne dzielnice.
- Gdzie się tylko da trzeba jeździć metrem, metro jest czadowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz